obserwacja-myśli- zapiski

Wiem, że kiedyś nigdy już nie będzie teraz

„Nie widziałam cię już od miesiąca
I nic, jestem może bledsza
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca
Lecz widać można żyć bez powietrza”

                                          E. Demarczyk „Pocałunki”

Dla Pana X...

Dokładnie… minął miesiąc i jeden dzień odkąd usłyszałam, że mnie już nie kochasz, że nie chcesz ze mną być… miesiąc.. tylko miesiąc a czuję jakby upłynął cały rok.. albo nawet dwa. Tyle się wydarzyło przez ten czas. Od totalnego umierania za Tobą, tęsknoty, bólu, który rozdzierał moje serce, do powolnej akceptacji, tego, że już nigdy nie będziesz mój, tego, że może nawet nigdy mój nie byłeś. W momencie gdy powtarzałam w głowie Twoje słowa, że nie możesz ze mną być bo nigdy o niej nie zapomniałeś, to czułam jakby ktoś włożył mi  w serce milion sztyletów. Czy to znaczy że każde cudowne wspomnienie jakie mam w głowie z naszego „pięknego” związku jest kłamstwem? Że każde „kocham Cię” skierowane w moim kierunku nigdy nie było szczere? Że każde najpiękniejsze słowo, które szeptałeś do mnie nocami nie miało żadnego znaczenia? Chciałabym to wiedzieć.. choć czy to ma jakiś sens? Pewnie teraz jesteś już z Nią… w końcu. Nawet nie sprawdzałam tego. Jestem dumna, że zachowałam się godnie i nie próbowałam zasypywać Cię sms-ami, telefonami. Pogodziłam się z tym co mi powiedziałeś. Podczas ostatniej rozmowy telefonicznej w której odszedłeś usłyszałam wszystko i tylko wtedy próbowałam walczyć, tylko wtedy próbowałam zrobić cokolwiek, powiedzieć jakiekolwiek słowo, które sprawiłoby, że to wszystko co powiedziałeś mi okazało się nieprawdą. Nawet nie pozwoliłeś mi na tą walkę, nawet nie dałeś jednej szansy. Więc po co? Skłoniłam głowę w dół i przyjęłam na siebie cały ten ból bo tylko chyba mi na nas zależało, od początku do końca.  Przez ten miesiąc czuje jakbym postarzała się o dużą ilość lat. Nauczyłam się na tylu błędach co w przyszłości powinnam a czego nie. Przede wszystkim nie ufać, nikomu, nigdy, nigdy do końca, nigdy na 100% jak Tobie. Tyle litrów łez przelałam, tyle snów w tym miesiącu było we mnie obecnych się. Byłeś w nich tak często. Pamiętasz jak kiedyś mówiłam, że tak marzę byś mi się przyśnił? Jak byliśmy razem nigdy to się nie zdarzyło. Za to jak odszedłeś byłeś przy mnie każdej nocy… tylko dlaczego te sny były na ogół tak smutne, zawsze w nich zadawałeś mi ból… a nawet jeśli było między nami dobrze to budziłam się i uświadamiałam sobie, że to tylko sen bo Ciebie nie ma.

1 cały miesiąc i 2 dni odkąd ostatni raz Cię widziałam.. odkąd ostatni raz się pocałowaliśmy, przytuliliśmy. Gdyby wtedy wiedziała, że to po raz ostatni, gdybym tylko to wiedziała. Zamknęłabym się z Tobą w jakieś klatce i nas nie wypuściła. A  tak poważnie co bym zrobiła? Pewnie to samo co i wtedy tylko sto razy mocniej. Sto razy mocniej przytuliła i pocałowała… i bym powiedziała „żegnaj”- bo choć wtedy bym miała okazję zrobić to prosto w oczy… bo rozstając się ze mną przez telefon, porzucając mnie w taki sposób nie dałeś mi możliwości pożegnać się z Tobą tak jak należy… Tyle było warte to wszystko między nami… na zakończenie, godzina rozmowy przez telefon.. i już nigdy więcej nie usłyszałam Twojego głosu..

Minął miesiąc i jeden dzień, miesiąc bólu, a ja nadal tęsknie i nadal kocham. Choć dziś mówię Ci żegnaj…

 

[ podobno to pomaga, takie pisanie listów do kogoś, kto tego i tak nie przeczyta, podobno pomaga na wylanie swojego bólu, większe zrozumienie cierpienia. Dziś nie mówię podobno, bo tak jest. To co napisałam w jakiś sposób oczyściło mnie. Teraz kolejna wędrówka, ku zapomnieniu ]